Czekolada

Rzeka snów jak każda pokusa
Ma dwa początki pragnień
Zaczynając od myśli po
Słowa kończąc na ciele

Pusty puchar zawsze można
Napełnić łzami macicy pożądaniem
Skalane łono nigdy nie odmówi sobie
Chwili rozkoszy pośród innych smakoszy

Tabliczka wciąż mówi o upływającym
Czasie dzieląc smutki i troski na dwie
Strony adresat i winowajca mają jedną
Ripostę bez polemiki nie można rozmawiać
Bez serca dziecka

Plastuś

Ten stworek żyje pomiędzy
Troskami i radościami dzieci
Nie licząc skrawków swojego

Bajkowego tła ulokowane w
Nim uczucia nie są dla Niego
Pustym słowem z terminem

Ważności on nigdy nie
Odmawia nawet najsłabszemu
Stworzeniom i rusza z nami z

Pierwszym dzwonkiem do szkoły
By czerpać z Naszych błędów
Życiowe mądrości

Mogę

Złamana przeszłość
woła o uwagę dość
krwawą wśród mgieł

Zaklęte koło nie ma końca
w morderstwach świętej
Figury w tle krzyża i mchu

mogę przez to przejść ale zawsze
koniec będzie za mną szedł za
światłem czyjego życia

bycie królem czyjegoś
wieńca tęczy wyblakłe notatki
wciąż są wskazówką dla terytorium
upadłych aniołów

Melchior

Czy to Galia czy Brytania
W przygodzie z Rymem
Nie ominie ich historia

Melchior niosąc z krain do krain
Wraz z magicznym napojem
Wpadają w tarapaty z obroną ręką

Ci kompani są pasjonatami
Pieczeni z dzika każdą rzecz
Potrafią zmienić w istne dzieło sztuki
Wojennej której nikt się nie oprze

Tytus

W różowym wdzianku i z koltami
Uczy się grzecznie jazdy na
Rzeczach magicznych Tytus
Na Rozalii czy na palmie

Drogiej małpce nie brak
Ludzkiego zacieńcia i
Odrobiny fantazji

Gdyby on został prezydentem
Nikt by nie myślał o wyścigach
Po wieczność tylko pokochał
Swe serce i wskazówki zegara

Mimo zdań wielu i wśród
Swych pobratymców coś mu
Doskwiera ani żartu ni śmiechu
Tylko niszczyciele rujnują jego ja

I Potrafi zejść na ziemie
Wtedy kiedy cały świat szaleje

Platonicznie

Bijący zegar w tle przypomina
jeszcze jest czas na uczucia
pośród ludzi którzy i tak
żyją z momentu na moment
sprzedadzą wszystko by oczernić
co dobre w Nas nie jest idealnie

Najlepiej oceniać wszystko z obrotu szkła
i pośród rozmów wielki ich liter nudna ulotne
obrazy stają się pokarmem mas

Nie ma czysto nic platonicznego bez podtekstu
światła są naszym drogowskazem miejsce
jest tylko pretekstem do zwierzeń nie formalnych

Konie

ta forma oddechu jest zniewoleniem
jest rysą na płycie życia ze łzami duszy
oddająca ciepło i serce dźwięk

ruchu machiny stworzenia stompie
po ziemi z biegiem wskazówek
zegara i czyste powietrze współgrające
z naturą jest jego strunami

koń to po prostu żywe serce w stadzie
konie spotkanie dwóch natur świata

Sztylet

Chciałabym wziąć to co mam
Czuję Twój zapach w każdym kroku
To zostało zniszczone przez czas
Nie wróci do starych rys zostawiłam
Na stole całą przeszłość

Nigdy nie podpisany tekst nosi
Moje znamiona nie ważne jaką
Kartę odkryjesz zawsze wyślesz
Sztylet w moje ciało

Czy jest w tym uczuciu jakaś
Tajemna siła jestem tylko
Marionetką w zarysie myśli
Dotykaną o zmierzchu

Labirynt myśli podąża za Tobą
W blasku świec prościej jest
Pokazać tą drugą twarz

Setny Wers

Kwiat tęczy rodzi swoje kłamstwa
Setny wers wystukuje na ekranie
Walę w drzwi krzyczę zadzwoń
Jak przyjdzie na Nas czas

Mówili naciśnij przycisk
Setny wers wypisany na murze
Ta sama strona krzyku
Pomoc jest niedostępna
Kwadrat miejsc oprawiona

Słodkim pudrem tworzy
Nasze kajdany bez wyjścia
Zamek został zburzony
Lata temu pozostały stare prawa

Czasami trzeba coś zmienić
By dzień stał się jaśniejszy

Pająk

Ten głuchy szept zaplątany
Pomiędzy pajęczyną Twych słów
Olśnienie Twego umysły
Przytłacza mnie tym samym
Odpłacę Ci za jedno słowo

Przypisałeś mi pająka i wydaje Ci się
Król może mieć wszystko bez wyjątków
Jesteś czwartym okiem lejąc się w rękach
Wciąż powracam w te same miejsca

W ustach mam ten sam oddech o smaku
Metalicznego diamentu dałeś mi go w
Swym raju tam nie ma rodzimego obrazu

Ty trzymasz mnie w szachu zasłaniam
Oczy Twe i odcinam dzień zostawiam
Dowody zdrad i odchodzę stąd